Wybierając się w daleką podróż warto wcześniej wykonać przegląd techniczny naszego samochodu, uzupełnić płyny. Bardzo ważnym elementem są opony, które muszą mieć odpowiednie ciśnienie. Mimo wszystko zdarza się, że opona pęknie. Przez wiele lat oczywistym rozwiązaniem było koło zapasowe, ale coraz częstszym staje się tzw. dojazdówka.

Dojazdówka – dlaczego warto?

  • jest wąska i mała, zajmuje więc niewiele miejsca.
  • mało waży, dzięki temu teoretycznie auto ma mniejsze spalanie.
  • największą korzyścią jest cena – jest kilkakrotnie tańsza od zwykłej opony – kosztuje około 100 złotych, ale jednocześnie spełnia o wiele skromniejsze wymogi niż koło zapasowe.

Należy pamiętać, że dojazdówka to rozwiązanie czysto prowizoryczne, najczęściej na feldze znajduje się naklejka, która informuje nas o bardzo istotnej kwestii –  nie można przekraczać 80 km/h, ponieważ pogorszą się parametry trakcyjne samochodu i droga hamowania znacznie się wydłuży. Nie można także wykonywać żadnych gwałtownych manewrów.

Według licznych testów, koło dojazdowe może wygląda na o wiele słabsze, ale jego poziom przyczepności niewiele różnił się od zwykłych opon. Jak sama nazwa wskazuje, dojazdówki nie służą do przejechania setek kilometrów, dlatego jest w nich stosowany specjalny skład gumy, która jest przyczepna, ale bardzo szybko się ściera.

Po wielu pomiarach stwierdzono, iż skręcanie oraz hamowanie na oponie dojazdowej odbywa się bez większych problemów.

Gdzie umieścić oponę dojazdową?

Pytanie wydaje się być dziwne, bo zwykle zakładamy ją tam, gdzie pękła nam normalna opona, lecz może warto zamienić koła, aby dojazdówka znajdowała się na przedniej lub tylnej osi?

  • Przednia oś – tutaj ze względu na mniejszą przyczepność musimy zmniejszyć prędkość jazdy, ale samochód będzie stabilny. Przy większych prędkościach i zakrętach samochód może lekko się ślizgać.
  • Tylna oś – początkowo możemy nie odczuć różnicy w prowadzeniu i zachowaniu samochodu, jednak po jakimś czasie może zarzucać tył auta.

Koło zapasowe

Jest to tradycyjne rozwiązanie przy wyposażeniu samochodu. Powinna być na nim zamontowana taka sama opona, na jakich porusza się samochód. W takim przypadku koło zapasowe traktujemy jako nową oponę i normalnie użytkujemy, możemy na niej normalnie, codziennie jeździć. Musimy jednak pamiętać, że nieużyte nigdy koło zapasowe też należy wymienić. Po kilku latach wciąż będzie wyglądało jak nowe, jednak starzejąca się guma traci swoje właściwości, staje się twarda, może pękać i przepuszczać powietrze. Mając stare koło zapasowe ryzykujemy, że w chwili awarii na drodze zostaniemy kompletnie bez koła i będziemy musieli dzwonić po lawetę.

Teoretycznie opona nie posiada daty ważności, sklepy i zakłady wulkanizacyjne mogą sprzedać nam 3-letnie opony z pełną, 2-letnią gwarancją, niektóre z nich posiadają niezmienne właściwości gumy przez około 5 lat, co wydaje się bezpiecznym oraz ekonomicznym rozwiązaniem.

Jeśli musimy zaopatrzyć się w koło zapasowe, należy wybrać dobrego producenta i nie oszczędzać na jakości, a także zwrócić uwagę na datę produkcji, by była jak najbardziej aktualna. Cena zależna jest od producenta, średnio jest to wydatek rzędu 250 złotych.

A może zestaw naprawczy?

Coraz częściej producenci samochodów oferują na wyposażeniu zestaw naprawczy. Jest on dosyć lekki, w porównaniu do koła zapasowego, ważącego średnio 15 kilogramów. Zestaw naprawczy jest małych rozmiarów, dużą korzyścią jest brak konieczności podnoszenia samochodu, czy odkręcania śrub w przypadku awarii. Dzięki temu z wymianą koła poradzą sobie osoby drobne i niezbyt silne. To rozwiązanie znacznie mniej „brudzące”, dzięki czemu ocalimy swój elegancki strój.

Zestaw naprawczy nie pomoże nam w przypadku poważnego uszkodzenia opony, może jedynie uszczelnić ogumienie. Dziura nie powinna być większa niż 6 milimetrów, a jeśli jest ona podłużna, to zestaw naprawczy się nie przyda. Nie działa także zbyt dobrze przy niskich temperaturach.

Z czego składa się zestaw naprawczy? Z pojemnika z pianką uszczelniającą oraz elektrycznego kompresora. Pianka rozprowadza się wewnątrz opony, dzięki czemu ją uszczelnia, na przykład po przebiciu jej gwoździem. Często pianka oraz kompresor występują jako urządzenie zintegrowane, dzięki czemu mamy tylko jeden wężyk, który podłączamy do wentyla. Problem pojawia się przy wizycie w serwisie, ponieważ oponę oraz felgę trzeba oczyścić z pianki. Wielu wulkanizatorów nie podejmuje się tego zadania twierdząc, że jest to zbyt czasochłonne.

Zestaw naprawczy to szybsze i łatwiejsze rozwiązanie, polecane szczególnie przy jeździe w mieście. Należy je również traktować jako chwilowe – na czas dojazdu do serwisu. Można przejechać około 50 kilometrów, lepiej jednak nie ryzykować i jak najszybciej udać się do wulkanizatora. Cena takiego zestawu to około 150 złotych.

[Głosów:13    Średnia:2.5/5]